ZOFIA  LINDORFÓWNA
Urodziła się 12 lutego 1905 r w  Lublinie. Od 1913 roku mieszkała w Warszawie. W 1922 po ukończeniu Kursów Wokalno- Dramatycznych H.J. Hryniewieckiej, otrzymała angaż u Ludwika Solskiego w Teatrze Rozmaitości, zadebiutowała w Sublokatorce - A.Grzymały- Siedleckiego. Występowała w Teatrze Letnim i Małym. Była bardzo popularną aktorką, pisano o jej wyjątkowej urodzie, ślicznym uśmiechu, uroku osobistym - "niezmiernie urodziwa, prawdziwej świeżości młódka", Zachwycała prostotą i szczeroscią, podkreślano jej kameralną i liryczną grę aktorską. Zagrała w 11 filmach, zadebiutowała w 1925 r w obrazie - "Iwonka" (ocalały tylko fragmenty) w reżyserii Emila Chaberskiego - grała w nim ze swoim przyszłym mężem Józefem Węgrzynem - byli razem 15 lat. Stała się bohaterką skandalu: dla niej, młodziutkiej aktorki, wielki Józef Węgrzyn (starszy o 20 lat) rozwiódł się z żoną i przeszedł na prawosławie. Wystąpiła : w "Panu Twardowskim" - jako duch Barbary Radziwiłłówny, w "Halce" jako Zofia, w "Trędowatej" - jako Rita Szeliżanka ; "w "Ordynacie Michorowskim" - zagrała Ritę hrabinę Trestka, "Trzy serca" - żona lokaja Michalina; "Róża" ; "Płomienne serca", jako kapitanowa Śmigielska - w tym filmie jedną z ról, zagrał syn Józefa Węgrzyna - Mieczysław ; "Pod Twoją obronę"; - jako zakonnica, "Córka generała Pankratowa" - jako rewolucjonistka. W czasie wojny pracowała jako kelnerka - jak większość gwiazd teatru i kina w Cafe Bodo i kawiarni U aktorek. Po powstaniu przebywała w Radomiu, Zakopanem, Nałęczowie i Podkowie Leśnej. Po wojnie występowała w Warszawie w Teatrze Polskim, kierowanym przez Arnolda Szyfmana. W połowie lat 50. przeniosła się z Teatru Polskiego do Narodowego. Od 1959 r prowadziła zajęcia z recytacji literatury greckiej i rzymskiej. W 1968r. wystąpiła w swojej ostatniej roli scenicznej, Pani Dobrójskiej w „Ślubach Panieńskich” Aleksandra Fredry. W 1973 r odbył się jubileusz 50- lecia jej pracy artystycznej. Z powodu kłopotów zdrowotnych wycofała sie ze sceny. Drugim mężem Lindorfówny był prawnik Aleksander Dziewałtowski-Gintowt. Miłością jej życia był aktor Stefan Martyka, po wojnie prawa ręka Arnolda Szyfmana w Teatrze Polskim. Żyli w dostatku. Piękne mieszkanie i wiśniowe bmw zawdzięczali jednak nie gażom w Teatrze Polskim w Warszawie (Lindorfówna związała się z nim w 1946 roku), ale pozaartystycznej działalności Stefana Martyki, który stał się jednym z najbardziej aktywnych propagandystów nowej władzy. W radiu prowadził audycję o nazwie "Fala 49". - "Bydlę to włączało się przeważnie w czasie muzyki tanecznej (...), po czym zaczynał opluwanie krajów imperialistycznych" - pisał o Martyce i jego audycji Marek Hłasko w "Pięknych dwudziestoletnich". To właśnie było przyczyną jego śmierci : wyrok na niego wydała i wykonała antykomunistyczna podziemna organizacja "Kraj". Uczestnicy akcji w mieszkaniu Zofii Lindorfówny i Stefana Martyki zostali osądzeni i skazani na kary śmierci. Wyroki wykonano.
Zofia Lindorfówna nigdy nie pogodziła się ze śmiercią męża. "Jej stygmat naznaczył moje istnienie wieczną żałobą serca" - pisała 16 lat później w dzienniku. Pociechy szukała w modlitwie. Odwiedzała siostry Wizytki przy Krakowskim Przedmieściu ucząc je dykcji. Po wojnie wystąpiła tylko raz w filmie: w 1956 roku zagrała w "Kanale" Wajdy. Jesień życia aktorki była smutna. Trzykrotnie zamężna nie miała dzieci. "Kiedy zachorowała i nie mogła już nikomu nic pomóc, telefony zamilkły" - pisał o ostatnich latach Lindorfówny zaprzyjaźniony z nią aktor Witold Sadowy. "Czuła się samotna i opuszczona. Kiedy ją odwiedzałem, leżała przeważnie w łóżku przy zapuszczonych zasłonach". Zmarła 3 stycznia 1975 r Warszawie. Spoczęła na Cmentarzu Powązkowskim, w grobie rodzinnym obok ukochanego męża.