JÓZEF  ORWID
Właściwie Józef Kotschy. Urodził  się 14 listopada 1891 r w  Besku koło Sanoka. Już jako absolwent gimnazjum, wystąpił na scenie Teatru Nowego - przybrał wtedy pseudonim Orwid. Debiutował w Krakowskim Teatrze Ludowym, od 1922 r występował na scenach Warszawy - w Teatrze Polskim, Małym i Komedia. Od 1934 r występował w zespole Teatru Towarzystwa Krzewienia Kultury Teatralnej i na scenach teatrzyków kabaretowych: Qui pro Quo, Bandy, Cyrulika Warszawskiego, Stańczyka i Wielkiej Rewii, uchodził za niezrównanego komika i humorystę. Jego debiutem filmowym było - "10% dla mnie" z 1933 r.Trudno, dziś wyobrazić sobie przedwojenne kino bez Jego ciepłych, charakterystycznych ról, chociaż były drugoplanowe, czasem epizodyczne. Był szczupłym mężczyzną średniego wzrostu. Miał szczerą, sympatyczną twarz, którą postarzała przedwczesna łysina. Wygląd zewnętrzny predestynował go do ról starszych panów. Grywał jowialnych ojców, wujów lub zahukanych przez swoje połowice mężów. Postacie będące tłem dla gwiazd tamtych lat - m.in. Bodo, Dymszy, Żabczyńskiego. Do 1939 r zagrał w kilkudziesięciu filmach m.in - Stary wiarus Komar w "Ułanie księcia Józefa"; prezes Madecki w "Sportowcu mimo woli"; dozorca w "Instytucie dokształcającym dla dziewcząt w "Zapomnianej melodii"; świetny Hipolit Pączek w komedii -"Piętro wyżej"; "Manewry miłosne"- hrabia Waldemar Quanti, stryj Nika; "Książątko"- dyrektor hotelu "Patria" w Krynicy; "Pani minister tańczy"- Apoloniusz, radca Ministerstwa Ochrony Moralności Publicznej, niedoszły mąż Polly; "Niedorajda" - Onufry Majewski, właściciel warsztatu samochodowego; "Paweł i Gaweł"- profesor Hubert, impresario Violetty, "Jadzia" - Józef Malicz, głuchy kiedy mu było wygodnie - ojciec Jadzi, "Dodek na wojnie" - komiczny pułkownik armii rosyjskiej, "Każdemu wolno kochać"- Pulweriusz Sagankiewicz, ojciec Renaty, wzruszający Piotr Ciaputkiewicz, redaktor "Nowin Zasielskich", przyjaciel doktora Mankiewicza w "Przez łzy do szczęścia", majster szewski Wirgiliusz Kopytkiewicz , ojciec pięknej Joasi w "Ja tu rządzę" W latach 30-stych mieszkał rodziną w Urlach, a tuż przed wybuchem II wojny przeprowadził się do Zielonki, do domu przy ulicy Sienkiewicza. Codziennie kolejką dojeżdżał do pracy w warszawskich teatrach. Jego żona Waleria była przez wiele lat suflerką i inspicjentką w warszawskich teatrach, mieli troje dzieci. Grał na scenach teatralnych tzw. jawnych - Nowy Miraż, Jar, Niebieski Motyl. W czasie Powstania Warszawskiego występował na zainscenizowanych scenach dla powstańców i ludności cywilnej. 13 sierpnia powstańcy zdobyli na placu Zamkowym niemiecki czołg (w rzeczywistości był to ciężki transporter ładunków typu Sd.Kfz. 301 Ausf. C Schwerer Ladungsträger B-IV, należący do specjalnego 302. Batalionu Pancernego. Pojazd był wykorzystywany m.in. jako samobieżny stawiacz m.in, służący do niszczenia umocnień). Nie wiedzieli, że hitlerowcy prawdopodobnie, specjalnie podrzucili nafaszerowany materiałami wybuchowymi pojazd. Powstańcy uruchomili transporter i na ulicy Kilińskiego, gdzie tłum mieszkańców przyszedł podziwiać cenną - zdawałoby się zdobycz, nastąpił potężny wybuch. "Głucha detonacja, oślepiający błysk i fala uderzeniowa, która zatrzęsła ziemią. W promieniu dobrego kilometra wszystkie szyby wyleciały z okien, ludzi zwaliło zaś z nóg." Siła była tak ogromna, że ciała ponad 300 ofiar odnajdywano kilkaset metrów od miejsca tragedii... Był wśród nich 53-letni Orwid. Setki rannych... Józef Orwid podobnie jak Ina Benita, nie ma swego grobu. Wydarzenie to znane jest odtąd w polskiej historii jako „wybuch czołgu–pułapki” i uznawane za jeden z najtragiczniejszych epizodów obrony Starego Miasta. Od 1992 rocznica wybuchu jest obchodzona jako Dzień Pamięci Starówki.